Satysfakcję czuję, ale żaden ze mnie bohater

29.11.2017

 

Masz zdjęcia lub film do tego artykułu?   Wyślij je do nas!

#piła   #mzk   #kierowca   #jan kamiński   #akcja ratunkowa   #pierwsza pomoc   #kobieta   #udar mózgu   

Pan Janusz Kamiński, kierowca Miejskiego Zakładu Komunikacji w Pile, jest od kilku dni na ustach wszystkich pilan. Dzieje się tak od dnia, w którym pan Jan przy pomocy kolegi z pracy, uratował życie starszej pilance, która na ulicy doznała udaru mózgu. Wczoraj podziękowania i gratulacje złożyli panu Kamińskiemu prezydent i Rada Miasta Piły. Zapraszamy do lektury rozmowy z człowiekiem, który skromnie podkreśla:  - Nie jestem bohaterem. Zrobiłem tylko to,  co do niego należało.

 

Proszę przyjąć wyrazy szacunku. Jak wspomina pan tamto zdarzenie?

- W tym dniu pracowałem na linii nr 5. W godzinach szczytu jechałem ulicą Wyspiańskiego i kiedy dojechałem do przystanku w okolicy ulicy Wyszyńskiego widziałem starszą kobietę, która idąc po drugiej strony ulicy pchała wózek z małym dzieckiem.  W pewnym momencie zobaczyłem, że ta pani dziwnie się zachowuje, jakby słaniała się na nogach. Następnie upadła i nie podnosiła się. Wysiadłem więc z autobusu i podbiegłem do niej.

Tak bez zastanowienia?


- W ogóle nie myślałem, tym bardziej kiedy stwierdziłem, że kobieta ma coraz płytszy oddech i brakuje jej powietrza. Twarz i szyja tej pani zrobiły się całe granatowe. Dlatego żeby udrożnić drogi oddechowe odchyliłem jej głowę, a kiedy nic się nie zmieniło rozpiąłem jej kurtkę i przystąpiłem do masażu serca. Po pewnym czasie   oddech powrócił, zaczęło pracować serce, więc żeby nie dopuścić do jakiegoś zadławienia, przewróciłem kobietę na pozycję boczną ustaloną. W tym czasie dojechała karetka, którą wezwał, a następnie przez cały czas prowadził mój kolega z pracy, który jechał ze mną. Obaj działaliśmy spontanicznie, bez zastanowienia.
Skąd zna pan zasady udzielania pierwszej pomocy?

- Pracuję w MZK od trzech lat i w tym czasie było organizowane szkolenie z udzielania pierwszej pomocy. Gdyby nie to, może bałbym się zareagować.

Poczuł pan ulgę, kiedy nadjechał lekarz z ratownikami?

- Raczej satysfakcję, że moja pomoc okazała się potrzebna i skuteczna.

A ulga, że pana wraz z przyjazdem karetki pana rola się skończyła?

 
- W ogóle o tym nie myślałem, robiłem wszystko instynktownie. Pewnie z powodu wzrostu poziomu adrenaliny. Zapytałem tylko lekarza, czy moja pomoc jest jeszcze potrzebna i kiedy powiedział że nie, wróciłem do autobusu i podjąłem dalsza pracę.

Zaskoczyło pana to, co wydarzyło się potem?

- Mówiąc szczerze przez tydzień w ogóle się tym nie interesowałem. Dopiero po kilku dniach kolega z pracy powiedział mi, że na jednym z internetowych forów pilskich są podziękowania od rodziny tej pani. Nie czuję się jednak jakimś superbohaterem.

A teraz, kiedy jedzie pan autobusem pasażerowie dają do zrozumienia, że wiedzą co pan zrobił?


- Kierowcy MZK są rozpoznawalni wśród pilan, bo choć pracujemy na różnych liniach, nasi pasażerowie są ci sami i po pewnym czasie znamy się wszyscy z widzenia. Myślę, że mamy z nimi dobre relacje.

Jest pan pilaninem, kierowca autobusu z zawodu, a czym się pan pasjonuje?


- Lubię historię, a szczególnie fascynuje mnie historia mojego miasta. Chciałbym na przykład poznać historię Koszyc i Hamrów, gdzie się wychowałem i chętnie bym przeczytał książkę lub obejrzał film na ten temat. Po prostu chciałbym więcej na ten temat wiedzieć.
 

Dziękuję panu za rozmowę.

To może Cię także zainteresować:
W weekend każdy znajdzie coś dla siebie
Cenzura w Powiecie Pilskim (OPINIA)
13 grudnia – powtórka z rozrywki

red. | źródło: Piotr Gadzinowksi; zdjęcia: Piotr Gadzinowski